czwartek, 11 grudnia 2014

Silva rerum na koniec roku


Hegel widział w państwie najwyższy szczebel rozwoju społecznego. Naród zorganizowany w państwo był  dla niego największą potęgą, "ideą boską na ziemi", "urzeczywistnieniem idei moralnej". Duch obiektywny wg Hegla to rozum działający w naturze. Początkowo pod jego wpływem człowiek dąży tylko do własnej przyjemności, ale w wyniku dalszego rozwoju uznaje za ważniejsze wspólne dobro i "cnotę społeczną".  Hegel wyróżniał „wolność od czegoś” i „wolność do czegoś”; ta pierwsza to wolność negatywna, rozumiana jako brak zewnętrznego przymusu (wolność od prześladowań, wolność od strachu, wolność od głodu), ta druga to wolność pozytywna, w której akcentuje się moment wyboru i możliwość jego zaistnienia („wolność do” czy też „prawo do”). Dla Hegla wolność pojęta jest również historyczno-genetycznie: konkretne ustalenia wolności duch zyskuje dopiero doświadczając samego siebie w różnych historycznych kształtach, które ujawniają się w filozofii i realizują w praktyce historycznej. Następowało to stopniowo w kolejnych okresach historycznych.

Roman Cieślewicz "Moda Polska"
Współcześnie konkurują ze sobą trzy różne porządki wartości:
1.Sukces ekonomiczny (dobra pozycjonujące)
2.Przynależność do wspólnoty (religijnej, terytorialnej, etnicznej, narodowej, zawodowej?).
3.Bycie sobą (ascetą, anachoretą, stoikiem, słoikiem, lemingiem, hipsterem, etc.)

Aż 48 proc. globalnego bogactwa znajduje się w rękach 1 proc. najzamożniejszych – wynika z najnowszego raportu Credit Suisse.  Jednocześnie wystarczy posiadać majątek o wartości 3650 dolarów (czyli ok. 12 tys. zł), by należeć do bogatszej połowy mieszkańców Ziemi. Credit Suisse wciąż zalicza Polskę do krajów o wysokiej nierówności społecznej, plasując ją w gronie takich krajów jak  n.p. Meksyk.

  „Francja peryferyjna. O tym, jak lud spisano na straty”.Autor  tej dysertacji Francoise Guilly stawia tezę, że największy dziś we Francji podział przebiega między metropoliami i peryferiami.  W pierwszych mieszkają ludzie lepiej wykształceni, z lepszą pracą, i obsługujący ich robotnicy mało wykwalifikowani, słabo opłacani, najczęściej imigranci.  Na peryferia wynoszą się zakłady pracy i lud. Lud, a zwłaszcza młodzież, nie rozróżnia między lewicą a prawicą.  Peryferia nie ufają elitom, nie znoszą ich. „Marine Le Pen – twierdzi Guilly – gra na załamywaniu się klasy średniej i poczuciu deklasacji dawnej klasy robotniczej”.  Polska Marine Le Pen nazywa się Janusz Korwin-Mikke.

Polska monokultura węgla. Brak zgody na ograniczenie emisji CO2
Polski brak zgody na podpisanie konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet
Polska, kraj w którym może istnieć eksterytorialny obóz koncentracyjny
Polska kraj w którym 2/3 szczęśliwie pracujących zarabia poniżej 500 Euro na miesiąc
Polska,  kraj z którego w ciągu kilkunastu ostatnich lat  wyjechało 2 mln ludzi
Polska kraj złomowanych aut i śmieci przywożonych nawet z Ekwadoru 
Polskie przyzwolenie na niehumanitarne traktowanie zwierząt
Polska konserwa obyczajowa i polityczna
Polska lingwistyka kognitywna (nazywana czasami "mową nienawiści")
Polska polityka historyczna i spór o patriotyzm (Żydzi, Powstanie Warszawskie, Smoleńsk)
Polska cenzura w kulturze (Golgota Piknik, Teatr 8 Dnia)
Polski Kościół, niespełnione nadzieje: Ecclesia semper reformanda (Kościół stale się reformujący).


Polska , kraj wielkich poetów.


Ja, Kubuś Puchatek, nagle muszę rozmyślać o sprawach za trudnych dla mego małego rozumku. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co tam jest za naszym ogrodem, w którym zamieszkaliśmy ja, Prosiaczek, Królik, Kłapouchy z naszym przyjacielem Krzysiem. To znaczy my mieszkamy tutaj dalej i nic się nie zmieniło i właśnie zjadłem z baryłeczki miodu moje małe co nieco, tylko Krzyś odszedł na chwilę.

Sowa Przemądrzała mówi, że zaraz za naszym ogrodem zaczyna się Czas, a to jest taka studnia strasznie głęboka, w którą kiedy tylko ktoś wpadnie, leci i leci w dół, aż nie wiadomo, co się z nim potem dzieje. Martwiłem się trochę o Krzysia, żeby tam nie wpadł, ale wrócił i wtedy zapytałem go o tę studnię. „Puchatku – powiedział – byłem w niej i spadałem, i zmieniałem się spadając, nogi zrobiły mi się długie, byłem duży, nosiłem spodnie do ziemi i broda mi urosła, potem posiwiałem, zgarbiłem się, chodziłem o lasce i wreszcie umarłem. Pewnie to wszystko mi się tylko śniło, bo było jakieś nieprawdziwe. Zawsze dla mnie prawdziwy byłeś tylko ty, Puchatku, i nasze wspólne zabawy.
Teraz już nigdzie nie odejdę, nawet gdyby zawołali mnie na podwieczorek.


Czesław Miłosz „Krzyś”. Z tomu "Piesek przydrożny"
Wydaw. Znak, Kraków, 1997
 













wtorek, 18 listopada 2014

Wiśniowy Sad w Nowej Hucie



Virginia Woolf uważała, że człowiekowi aby się rozwijał konieczne są dwie przestrzenie: własna/indywidualna i zewnętrzna/społeczna. Przestrzeń indywidualną nazywała „własnym pokojem”, gdyż uważała , że posiadanie własnego kawałka podłogi jest warunkiem podstawowym do twórczego działania, skupienia, izolacji, przemyśleń, etc. Przestrzeń zewnętrzną, o której pisała moglibyśmy dzisiaj nazwać „miastem-ogrodem”,  gdyż jest tym,  co oferuje nam miasto: miejscem pracy, instytucją użyteczności publicznej i ogrodem/parkiem czyli miejscem możliwie  bliskiego kontaktu z naturą /przyrodą. Londyńskie parki publiczne ze swoją jeszcze oświeceniową  historią  (XVIII w.) są najlepszym przykładem realizacji  tej idei. Nie wiadomo czy  projektanci Nowej Huty czytali akurat Virginię Woolf,  ale w ich założeniach „nowe miasto socjalistyczne” miało spełniać  idee zrównoważonej przestrzeni indywidualnej i publicznej. Stara Nowa Huta ma dużo szczęścia, że została zbudowana jeszcze według logicznych założeń urbanistycznych i tworzy drugi po Starym Mieście zwarty kompleks miejski w Krakowie.



Kwitnące kasztany
w Parku Wiśniowy Sad


 Każde osiedle dla ówczesnych „ludzi pracy” było egzemplifikacją ich marzeń, może nie o własnym pokoju ale własnym mieszkaniu z kanalizacją , parkietem i ciepłą wodą. Każde osiedle miało swój żłobek, przedszkole, szkołę/szkoły, przychodnię zdrowia. I ogród/skwer, miejsce spotkań i zabaw dla dzieci. Nie było wtedy jeszcze deweloperów więc nie oszczędzano na przestrzeni publicznej. Nie oszczędzano na szerokościach ulic, odstępach miedzy budynkami, ilością  zieleni. Sadzono dużo drzew i krzewów, zakładano trawniki (z tabliczkami: nie deptać), tworzono klomby i dekoracje kwiatowe wzdłuż głównych ulic i placów. Nie powstał jednak w Nowej Hucie park miejski z prawdziwego zdarzenia, z zaprojektowaną przestrzenią, sztuką ogrodową.



Żonkile w Parku Wiśniowy Sad


 Komplementuje się Nową Hutę jako najbardziej zieloną dzielnicę Krakowa. Rzeczywiście jest jej tutaj dużo, ale nie jest to zieleń zakomponowana/przemyślana, uporządkowana, taka,  która tworzyłaby atrakcyjna przestrzeń publiczną. Dotyczy to zieleni ulicznej: skwerów, trawników oraz miejsc wydzielonych jak Zalew Nowohucki utworzony w latach pięćdziesiątych 20 w.  sztuczny zbiornik wykorzystujący wodę z pobliskiej rzeki Dłubni, do dzisiaj jedno z niewielu miejsc rekreacyjnych Nowej Huty,  Łąki Nowohuckie powstałe na terenach wyrobiska ziemi pod budowę Nowej Huty, częściowo uporządkowane dzięki działaniom Ośrodka Kultury im. Norwida,  "starożytny" Lasek Mogilski w pobliżu opactwa cystersów i Wisły, Przylasek Rusiecki (ewentualny teren rekreacyjny projektu Nowa Huta przyszłości) to są miejsca które trzeba od nowa zaprojektować,  zainteresować nimi  aktywistów miejskich, wykorzystać możliwości m.in. miejskich budżetów partycypacyjnych.



Jesienne kasztany
w Parku Wiśniowy Sad


Niestety, na razie w Nowej Hucie w roku 2014 kwotę 7 mln złotych przeznaczono na budowę Narodowego Stadiony Rugby, a pieniądze z budżetu partycypacyjnego będą  wykorzystane na odnowienie boiska treningowego piłkarzy miejscowego klubu Hutnik. Trzeba zatem mocno lobbować na rzecz zieleni miejskiej w Nowej Hucie. Szkoda też,  że w ostatnich wyborach samorządowych apolityczne grupy działających na rzecz miasta aktywistów przegrały z politykami wiodących ogólnopolskich partii politycznych, których zainteresowania są zwykle odległe od spraw lokalnych.

Szczęśliwie zaś trwa  długo oczekiwana i mocno spóźniona rewitalizacja  parku Wiśniowy Sad położonego na styku starych nowohuckich osiedli Kolorowego i Spółdzielczego, (którego naturalnym przedłużeniem mógłby być duży skwer po przeciwnej stronie ulicy Boruty-Spiechowicza, dawniej Engelsa,  na os. Handlowym). Miejsca urokliwego, z chaotyczną mieszaniną drzew: kasztanów, dębów, klonów, brzóz, topoli  i pięknych "tytułowych" wiśni.



Syrena
w Parku Wiśniowy Sad


Tym, co szczególnie wyróżnia to miejsce to unikatowe elementy "sztuki parkowo/ogrodowej" w postaci  rzeźb Magdaleny Pruszyńskiej-Jaroszyńskiej z początku lat sześćdziesiątych 20 w.: jedynej chyba w Nowej Hucie Syreny, skutecznie ukrytej w gąszczu drzew i być może dzięki temu pozostałej tutaj do dziś w dobrym stanie, w przeciwieństwie do  do bardziej odkrytej "Kobiety z dziećmi", która zniknęła w latach 70. i ślad po niej zaginął. Pozostał jeszcze kamienny ślimak, inkrustowany kolorowymi płytkami/szkiełkami ceramicznymi, nadgryziony zębem czasu, ale nadal uwielbiany przez dzieci jako znakomite miejsce różnych wyczynów gimnastycznych. Po przeciwnej stronie "ślimaka" stał  kiedyś kolorowy "osioł", ale też przepadł dawno temu i pamiętają go już tylko "bardzo stare dzieci".  Na razie w parku trwa przewlekły remont ale widać już fragmenty alejek z czerwonej kostki, nowe ławki i kosze na śmieci. Jest nadzieja , że po remoncie park będzie alternatywną wersją szczęśliwego zakończenia czechowowskiego "Wiśniowego sadu", który jednak przetrwał  przeciwności losu.



Ślimak
w Parku Wiśniowy Sad


W niedawnej akcji Gazety w Krakowie Sprawy najważniejsze dla Krakowa, czytelnicy na pierwszym miejscu i słusznie postawili sprawę "likwidacji palenisk węglowych", ponieważ od lat zanieczyszczenie powietrza w mieście przekracza wszelkie normy. Drugie miejsce w rankingu ważności zajęła (związana również z powietrzem) konieczność budowy obwodnicy północnej, a na trzecim:  "zwiększenie wydatków na utrzymanie zieleni i nowe parki. I chyba już nikt w Krakowie nie może mieć wątpliwości, że dla mieszkańców bliskość i jakość  terenów rekreacyjnych staje się coraz ważniejsza, wręcz decydująca o komforcie życia".



Ogród o.o. Misjonarzy na Stradomiu w Krakowie



Był kiedyś koncept aby włączyć do ogólnodostępnej przestrzeni  liczne w Krakowie ogrody klasztorne. Pomysł wydawał się być znakomity zarówno dla miasta i jak i Kościoła. Z jednej strony poszerzałby tak potrzebną miastu strefę parkową, a z drugiej otwierałaby się  nowa przestrzeń  dla kościelnej działalności ekumeniczno-ewangelicznej. Można sobie  na przykład wyobrazić nowy festiwal na mapie kulturalnej Krakowa  o nazwie "Boski ogród. Filozofia chrześcijańska w ogrodach klasztornych Krakowa" pod honorowym patronatem... św. Franciszka, oczywiście.


Bibliografia

 Własny pokój ; Trzy gwinee / Virginia Woolf ; przeł. Ewa Krasińska.
Warszawa : "Sic!", cop. 2002

Sprawy najważniejsze dla Krakowa / Bartosz Piłat
Gazeta Wyborcza/Gazeta w Krakowie, 6 listopada 2014

Chcą otworzyć klasztorne ogrody / Dawid Kuciński
Love Kraków, 4 grudnia 2013

wtorek, 30 września 2014

Le Mesnil-le-Roi

Jeżeli akurat jest się w środku lata na Place Charles de Gaulle – Étoile wraz z gigantyczna wycieczką "wszystkofotografujących" Chińczyków, to należy  szybko zejść pod ziemię i wsiąść do RER A. Najlepiej wybrać opcję dojazdu do Saint Germain-en-Laye, ślicznego podparyskiego miasteczka-raju dla eleganckich, uprzejmych, uśmiechniętych Francuzów, którzy tutaj zajmują się głównie jazdą konną, grą  w tenisa (Amelie Mauresmo jest stąd właśnie) lub golfa. Przechodząc wzdłuż platanowych alejek mija się rzędy kamiennych domów ocienionych pnączami, z hortensjami w ogródkach (przypomina mi się uroczy wiersz A.A. Milne'a: "Wśród hortensji niebieskich i piwonii czerwonych"), których  uroda tkwi w eleganckiej prostocie i harmonii wszystkich elementów "kompozycji". Każdą uliczką dojdziemy w końcu do leśnej drogi/szlaku, który doprowadzi nas do ogromnego, królewskiego “Château” z ogrodem  i wspaniałym  grande terrasse  projektowanymi przez Le Notre'a, z oszałamiającym widokiem na Sekwanę i La Défense.


"Kultura", Maisons-Laffitte


"Widząc jasno, w zachwyceniu" i w przekonaniu, że Francja jest najpiękniejszym krajem na świecie, dochodzimy do 91, av. de Poissy w Maisons-Laffitte, czyli siedziby Instytutu Literackiego, miejsca spotkań i pracy najważniejszych ludzi dla kultury polskiej 20 w.
Kiedy byłam tutaj pierwszy raz w 1990 r. żyła jeszcze większość "Ojców Założycieli" i niektórych , jak mówił nasz "przewodnik",  nawet udało nam się "zwiedzić". Pamiętam nasze kompletne zaskoczenie, kiedy bramę do tej świątyni kultury otworzył nam sam Gustaw Herling-Grudziński i jakby nigdy nic, bez żadnych obaw, pytań "po co i dlaczego" wpuścił nas do środka.  A potem w onieśmieleniu i z nabożną czcią , w ciszy i ukłonach przechodziliśmy jak w galerii rzeźb w Louvr obok obecnych  postaci ikon: Giedroycia, Czapskiego, Hertzów. Jedyną realną istotą w tym entourage'u  wydawał nam się wtedy  pies, czarny spaniel, bo tylko dla niego mogliśmy być w miarę atrakcyjnym towarzystwem, przerywnikiem w popołudniowej drzemce.


Black 2. w Maison-Laffitte


 Dzisiaj mamy ogólnie dostępne tomy "Kultury" i "Zeszytów Historycznych", powstały świetne wydawnictwa biograficzne o ludziach "Kultury", od września 2014 działa znakomity portal internetowy kulturaparyska.com  Urodę "rzeczy" tworzą  jednak  ludzie, ich charaktery, osobowość przenikają do materii i żyją dalej, chociaż tych, dzięki którym powstały już nie ma. Tak jest teraz w Maisons- Laffitte. "Rzeczy są tylko cieniami idei" mówił Platon, pozostaje nam zatem pożegnać się z nimi i wędrować dalej ... do Le Mesnil-le-Roi.









poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Paris vaut bien une messe


Paryż w lipcu jest upalny, ciasny, przepełniony ludźmi. Powodem jest nie tylko środek letniego sezonu turystycznego, ale także (jak słyszymy od concierge'a) kryzys, który spowodował oszczędzanie Paryżan m.in. na wakacyjnych wyjazdach. W takich warunkach  turystyki masowej (tworzonej głównie przez "szeroko pojętych" obywateli Azji) wizerunek "hitowych" miejsc Paryża wydał nam się zbanalizowany jeszcze bardziej niż ten na pocztówkach.


 10 best places to see in Paris


Jeżeli to  tylko możliwe omijamy więc turystyczne atrakcje typu Tour Eiffel, Trocadero, Sacre Coeur, Champs-Élysées, etc. i tworzymy własne, autorskie trasy. Na przykład Grand Cimetieres de Paris:  Père-Lachaise, Montparnas, Montmartre, pomniki historii,  miejsca szczególne, pełne wspomnień o wielkich postaciach  kultury i historii, nie tylko francuskiej. Można się w nich uwolnić od upalnego, wielkomiejskiego zgiełku i zanurzyć w orzeźwiającej ciszy chłodnych kamieni oplecionych zielenią starych drzew. Na Père-Lachaise spotykamy Heloizę i Abelarda, Balzaca z Eweliną Hańską, Yves Montanda z Simogne Signoret, Edith Piaf i Théo Sarapo. Świeże kwiaty i trochę ludzi przy grobie Chopina, zdziwiła nas popularność Oscara Wilde'a, którego traktuje się tutaj nie tylko jako wielkiego pisarza, ale przede wszystkim prekursora rewolucji obyczajowej. Brukowane aleje mają swoje numery i nazwy, chodzimy  z planami w rękach, dziwiąc się,  że jeszcze tyle nam zostało do zobaczenia: plejada wielkich pisarzy, malarzy, muzyków, aktorów.



Cimetiere Père-Lachaise
brama główna


Cimetiere du Montparnasse przypomina nam o istnieniu  Becketta, Simone de Beauvoire i Sartre'a... Na grobie Baudlaire'a,  wielbiciele "Les Fleurs du mal" zostawiają różne "pamiątki", niekoniecznie adekwatne dla tego miejsca. Zdziwiło nas, że pochowana jest tutaj (w 2004 r.),  Susan Sontag, która kojarzy się nam nieodwołanie z Nowym Jorkiem.

Na Cimetiere de Montmartre wzruszamy się patriotycznie odnajdując  dawny grób Słowackiego,
z dumnym napisem "Pomnik odnowiony staraniem Komisyi Opieki Nad Grobami Polskimi
w Paryżu", przeciwieństwo pobliskiego, kompletnie zaniedbanego grobu Degasa, którego obrazy
 (i rzeźby) są tak oblegane w Musée d'Orsay, a tutaj ktoś litościwie ułożył z drobnych kamyczków inskrypcję z imieniem i nazwiskiem artysty, bo ten na kamiennej tombie kompletnie się już zatarł. Przypadkiem znalezione groby Stendhala i Zoli, przypominają nam o dawnych fascynacjach tymi wielkimi pisarzami i pytaniem czy ktoś ich jeszcze dzisiaj czyta?

Schodzimy ze wzgórza uroczymi  schodami ukrytymi w zieleni, podziwiając przepiękny widok na miasto. Docieramy do małej kafejki z tarasem w pelargoniach i zamawiamy "verre de biere", lekko naburmuszona pani mówi nam po polsku (ale szok!), że nie ma szklanek, przygląda się nam, odchodzi i po chwili przynosi nam butelkę piwa (Carlsberg) i szklanki, znowu nam się przygląda i odchodzi nic nie mówiąc. Może nie lubi Polaków.



Bibliotheque nationale de France
Site Francois Mitterrand


Po  atrakcjach cmentarnych postanawiamy doładować się jeszcze intelektualnie i dojeżdżamy najnowszą, bezzałogową, sterowaną całkowicie komputerami  linią metra nr 14 do Bibliotheque nationale de France nazywaną tutaj Site François-Mitterrand . Oddana do użytku w 1996 roku, zbudowana z inicjatywy prezydenta François Mitterranda (we Francji jest zwyczaj, że odchodzący prezydent, pozostawi po sobie trwały ślad w postaci instytucji użyteczności publicznej: kulturalnej, edukacyjnej, sportowej, etc.) jest kompleksem czterech wysokich (79 m) wież w kształcie otwartych ksiąg, z rozległym drewnianym tarasem z widokiem na mosty Sekwany i pięknie wkomponowanym zejściem na drugą stronę rzeki kładką (im. Simone de Beauvoire). Część nazywana The Reference Library jest otwarta również dla zwiedzających (bezpłatnie od lipca do końca sierpnia i po godz. 17.00 od środy do piątku) i można korzystać do woli z  czytelni tematycznych z fantastycznie wyposażonymi stanowiskami komputerowymi (oczywiście z bezpłatnym internetem).W bibliotecznym, niedrogim barze utwierdzamy się jeszcze bardziej w przekonaniu, że biblioteka/mediateka jest zawsze przyjaznym miejscem dla każdego.



Passerelle Simone de Beauvoire



Passerelle Simone de Beauvoire



Schodzimy kładką Simone de Beauvoire do Parc de Bercy, stworzonym jako całość z BnF. Pięknie zaprojektowany park, z kaskadami, oczkami wodnymi, arboretum, rzeźbami, romantycznymi ścieżkami. W parku znajduje się również Palais Omnisports de Paris-Bercy, zielony kopiec wielkiej hali sportowej, idealnie wkomponowanej w przestrzeń parkową, bez megalomani, zbędnych ozdobników, cudo architektury ekologicznej. Pełni wrażeń estetycznych,  natchnieni urodą nie znanych wcześniej miejsc, planujemy w następnym dniu Parc des Buttes Chaumont:
"Paris vaut bien une messe".



Parc de Bercy


Parc de Bercy



Parc de Bercy



Parc de Bercy



Palais Omnisports de Paris-Bercy

wtorek, 8 lipca 2014

ArtBoom. Nowa Huta - redefinicja






ArtBoom to coroczny festiwal sztuki współczesnej w przestrzeni miejskiej Krakowa. Z założenia inicjuje działania społeczne, prowokuje ważne pytania dotyczące zwłaszcza tych miejsc, w których sztuka festiwalowa jest w danym roku wystawiana.

ArtBoom pod hasłem "Nowa Huta - redefinicja" który odbywał się w Krakowie w czerwcu 2014 zbiegł się  z rocznicą 25. lecia wydarzeń czerwcowych 1989 r., które doprowadziły do upadku PRL.
Samo słowo redefinicja zawarte w tytule nowohuckiej edycji ArtBoomu zapowiadało polemiczną konfrontację ze stereotypem Nowej Huty, w założeniach socrealistycznego "miasta idealnego", miasta "szklanych domów" -  spełnionego snu Cezarega Baryki z "Przedwiośnia",  w rzeczywistości zaś miejsca na wiele lat odrzuconego przez społeczność, w której każdy jest  ze szlacheckiego dworku, z wierną służbą, wśród lip i malw malowanych.

Żeby było jeszcze ciekawiej,  tegoroczny ArtBoom zbiegł się w czasie z rocznicą 25. lecia wydarzeń czerwcowych, które doprowadziły do upadku PRL. Nowa Huta, która jest jednym z symboli czasów PRL, była jednocześnie miejscem gdzie powstała i działała krakowska opozycja demokratyczna, zgrupowana wokół robotników Huty im. Lenina, wtedy największego zakładu pracy w  Krakowie.
Wszystko to tworzyło znakomitą  przestrzeń do pokazania prac artystów zaangażowanych społecznie, z krytycznym spojrzeniem redefiniującym Nową Hutę w kontekście 25. lat wolnej Polski.


Najciekawiej zapowiadała się wystawa w dawnym kinie Światowid przerabianym od lat na muzeum PRL pod tyt. "Nowa Huta. Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku". Rewelacyjny był pomysł tej wystawy, w której wszystko miało symboliczne znaczenie: Nowa Huta - symbol socrealizmu, zrujnowane, niedziałające kino/muzeum - symbol bezwzglednej ręki rynku, fotografie  wydarzeń czerwca 1989 r.  - symbol  rodzącej się 3. RP - przed wejściem na wystawę.

W ciemnym wnętrzu zagrzybionego kina: wideoinstalacje, lightboxy, rupiecie,  eksponaty symboliczne  "kosztów społecznych" każdej rewolucji: wykluczenie/bieda/bezdomność, prekriat/bezrobocie, korporacjonizm/bezideowość, pułapki kredytowe, upadek przemysłu.

Niestety symbolika tej wystawy  nie zagrała bo zawiodła strona wystawiennicza: brak czytelnej koncepcji i warunków ekspozycyjnych:ciemno, głucho, brudno, wszechobecne wrażenie chaosu i przypadkowości, nawet jeżeli  "kuratorsko" zamierzone, to skutecznie uniemożliwiające zobaczenie, usłyszenie, nie mówiąc już o zrozumieniu tego co pokazano. Szkoda, bo pomysł i miejsce znakomite. Świetny był też katalog/przewodnik dołączony do wystawy, ale ze wzglęu na fatalne oświetlenie, nie można było go czytać przy oglądaniu wystawy.


fot. Michał Ramus



 Nie było tez efektu art ani boom ani  redefinicji na Placu Centralnym (im. Reagana) w Nowej Hucie z    miniaturowo-zielonym i sikającym pomnikiem Lenina, nie robił też wrażenia "starożytny" napis "Chwała ludziom Nowej Huty" naprzeciwko pomnika Solidarności (chociaż niektórzy widzowie podpowiadali artyście eksperyment z usunięciem litery "w" ze słowa chwała), ani powiewająca na wysokim maszcie biała flaga kapitulacji/remontu (sic!).



fot. Michał Ramus


Mimo wszystko coś  się jednak  zdarzyło w "martwo/sennej" nowohuckiej przestrzeni publicznej, i należą się słowa uznania dla ArtBoomu za odwagę podejmowania trudnych społecznie tematów w kontekście sztuki współczesnej, nawet jeżeli ich redefiniowalność nie jest do końca przemyślana.



 Grolsch ArtBoom Festival
Kraków, czerwiec 2014
www.artboomfestival.pl

 Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku
Miejsce: Muzeum PRL (w organizacji) – dawne kino Światowid w Nowej Hucie
6-30 czerwca 2014
kurator wystawy: Stanisław Ruksza
scenografia: Łukasz Błażejewski
Artyści i dokumentacje m.in. Jacek Adamas, Paweł Althamer, Henryk Dederko, Wojciech Doroszuk, Wojciech Duda, Adam Garnek, Frederik Gruyeart, Lars Holdhus, Rafał Jakubowicz, Grzegorz Klaman, Michał Korchowiec, Karolina Kucia, Marcin Maciejowski, Anna Molska, Tero Nauha, Franciszek Orłowski, Julia Popławska, Konrad Pustoła, Robert Rumas, Łukasz Surowiec, Andrzej Tobis, Jerzy Truszkowski, Łukasz Trzciński, Adam Witkowski, Anna Witkowska, Krzysztof Wodiczko, Joanna Wowrzeczka, Julita Wójcik, Piotr Wysocki. 




wtorek, 17 czerwca 2014

Ranking osobisty 25. lecia



Poddałam się zbiorowej tendencji zestawień/ocen/podsumowań  i idąc za stadnym głosem stworzyłam swój osobisty/subiektywny i ograniczony ("percepcją i zasięgiem")  ranking kulturalny 25. lecia 1989-2014.  Nie omawiam  w nim każdego  nazwiska z osobna, nie podaję tytułów  (wyjątek tyt. filmów), trendów, etc.  Wszyscy, których wymieniam, stworzyli w moim przekonaniu nową jakość w swoich dziedzinach, dodali nowe wątki do kultury polskiej a jednocześnie uniwersalny charakter ich twórczości wpisał ją do europejskiego obiegu kultury.  Mocno uogólniając przyznaję swój głos za: wyczucie czasu, ostrość widzenia, wrażliwość i brutalność, zaangażowanie i dystans, powagę i poczucie humoru.

Literatura: Ignacy Karpowicz, Dorota Masłowska,
wyróżnienie: Ryszard Krynicki (i Wyd. A5, za to, że zawsze można być wolnym)

Teatr: Krzysztof Warlikowski, Grzegorz Jarzyna, Maja Kleczewska, Ewelina Marciniak

Film:  "Imagine" Andrzeja Jakimowskiego, "Ida" Pawła Pawlikowskiego, "Ki" Leszka Dawida, "Bejbi Blues" Katarzyny Rosłaniec, "Kret" Rafała Lewandowskiego, "Wymyk" Grega Zglińskiego

Sztuki wizualne:  Marcin Maciejowski, Wilhelm Sasnal, Aleksandra Waliszewska, Aneta Grzeszykowska, Joanna Rajkowska, Agnieszka Polska, Artur Żmijewski, Paweł Althamer

Muzyka: Leszek Możdżer, Paweł Mykietyn, Rafał Blechacz

Instytucja kultury: Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie,
wyróżnienie: Gazeta Wyborcza (instytucja prymarna, warunek sine qua non polskiej demokracji, debaty publicznej, oczywiście nie tylko w kulturze)

Kultura online: Narodowy Instytut Audiowizualny i jego projekty: ninateka.pl,  Narodowe Centrum Kultury i jego projekty: Platforma Kultury (platformakultury.pl)blog Kultura się liczy! (kulturasieliczy.pl) Narodowa Galeria Sztuki Zachęta i jej projekt Otwarta Zachęta (otwartazacheta.pl), TVP Kultura,  za Halę odlotów i Tygodnik kulturalny

Wydarzenie kulturalne 25. lecia: Kongres Kultury Polskiej, Kraków 2009








piątek, 30 maja 2014

Montownia, Florida i 3 T


Mija akurat ćwierć wieku, kiedy to w czerwcu 1989 r.ogłoszono że w Polsce skończył się komunizm (Joanna Szczepkowska: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.)
W ciągu tych 25. lat Polska stała się innym krajem: nowocześniejszym, swobodniejszym, bezpieczniejszym, ładniejszym, etc. Porzuciliśmy socjalistyczną przeszłość, odcinając się od niej grubą kreską ale też tropiąc śledczym śladem IPN-u, tych, którym zdarzyło się mniej lub bardziej "odcisnąć kształt" tamtej epoki. Z gorliwością neofity przyjęliśmy neoliberalne  zasady ekonomii oparte na prywatyzacji, monetaryzmie, ograniczaniu wpływu państwa, zmniejszaniu wydatków budżetowych, etc.

Unijne fundusze pomagały nam się rozwijać, europejskie standardy prawne, budowały naszą demokrację, unijny paszport dawał możliwości swobodnego podróżowania, możliwości pracy w różnych krajach UE. Zajęci budowaniem/modernizacją/infrastrukturą, przegapiliśmy moment refleksji, że nie da się już zbudować "porządnego" państwa opartego wyłącznie na wolnorynkowych zasadach, że to, co nam wychodzi teraz, Europa tworzyła ponad 200 lat temu (można przeczytać w Balzacu lub Dickensie), że zachodni kapitalizm ewoluował, tworzyła się klasa średnia, my zaś w tym czasie wychodziliśmy z niewolnictwa chłopa pańszczyźnianego. Nasze zapóźnienia, nawyki mentalne/kulturowe ciągną się do dzisiaj i  pewnie łatwo się ich nie pozbędziemy. Polecam rozmowę z Andrzejem Lederem "Folwark polski".

Teraz wg statystyk bijemy rekordy pracowitości będąc jednocześnie  najtańszymi pracownikami w UE, co stanowi - czytam w gazecie - o naszej atrakcyjności. Ale jakoś nie czujemy się atrakcyjni, wyjeżdżamy albo popadamy we frustrację, bo przecież gdzieś mogą być jeszcze atrakcyjniejsi od nas (Lustereczko powiedz przecie, kto najatrakcyjniejszy na świecie...). Rośnie też liczba frustratów zwanych eurosceptykami: ci z Zachodu są eurosceptyczni bo uważają m.in., że w ich krajach jest za dużo sceptycznie nastawionych obywateli ze wschodnich krajów Unii, zaś nasi eurosceptycy są sceptyczni do całej UE jako takiej. Zachodzi więc obawa, że skutkiem ich eurosceptycznych działań będzie likwidacja UE, idei wspólnej Europy, funduszy spójnościowych, Erasmusa, otwartych granic. 

Marcin Król  w sławnym już wywiadzie "Byliśmy głupi" dla Gazety Wyborczej powiedział, że jesteśmy w przededniu "buntu mas" i konieczne są natychmiastowe przewartościowania neoliberalnych zasad, które nie gwarantują rozwoju społecznego. Dobrze działające, sprawiedliwe państwo nie może być zredukowane  do taniej montowni z nieopłacalną pracą dla większości, obszarem spekulacji korporacyjnego kapitału, biurokracji, nietrafionych cięć budżetowych, zaciskania pasa na najchudszych. Wizja "ciepłej wody w kranie" ani nawet perspektywa igrzysk olimpijskich w tych warunkach nie porywają i nie przekonują do rozwojowych celów.

 W książce "Narodziny klasy kreatywnej" Richard Florida zadaje  ważne pytanie  także z punktu widzenia  rozwoju takich krajów jak Polska: jak to się dzieje, że jedni intensywnie się rozwijają , a inni – mimo pozornie równie sprzyjających warunków – stoją w miejscu. Odpowiada, że w globalnym świecie bezwzględnej konkurencji liczą się tylko ci którzy mają pomysły/innowacje, są twórczy, nazywa ich klasą kreatywną. Aby mogła się rozwijać potrzebne są odpowiednie warunki, nazywa je 3 T.

Pierwsze "T" to technologia: kluczowy czynnik postępu gospodarczego, mierzony wydatkami na badania i rozwój, infrastrukturę i wykorzystanie IT , ilością patentów.
Drugie "T" to talent, określony jako kombinacja poziomu wykształcenia  i ilości pracowników zatrudnionych w takich dziedzinach jak: badania naukowe, technologie, medycyna, edukacja, kultura i sztuka.
Trzecie "T" to tolerancja, ponieważ nowe pomysły powstają najczęściej w miejscach, gdzie akceptuje się różne style poznawcze, otwarcie na mniejszości narodowe, emigrantów i na społeczność LGBT.

Nauka i kultura to wg Floridy  naturalne obszary dla klasy kreatywnej w każdym kraju. Problem w tym, że w Polsce nie ma powszechnego przekonania o konieczności inwestowania właśnie w te dziedziny. W potocznym myśleniu zarówno nauka jak i kultura stanowią zamknięte enklawy  i nie tworzą oczywistego kapitału społecznego, który przekłada się w prosty sposób na jakość  życia obywateli . Budujemy infrastrukturę, modernizujemy się - to zrozumiałe, mamy trochę do nadrobienia. Ale  powinniśmy widzieć też szerszą perspektywę/wizję naszego rozwoju, czyli to o czym mówi Florida i jego 3T. W przeciwnym razie pozostaniemy "tanią montownią",  a  od naszej  emigracyjnej "klasy kreatywnej" będziemy dostawać pocztówki From a better world with love.










Bibliografia

Richard Florida, Narodziny klasy kreatywnej, Narodowe Centrum Kultury,  Warszawa 2011
Seria: Kultura się Liczy

Folwark polski.  Z Andrzejem Lederem rozmawia Grzegorz Sroczyński
Gazeta Wyborcza, 11.04.2014
http://wyborcza.pl/magazyn/1,137770,15785648,Folwark_polski.html

Byliśmy głupi.  Z Marcinem Królem rozmawia Grzegorz Sroczyński.
Gazeta Wyborcza,  07.02.2014
http://wyborcza.pl/magazyn/1,136528,15414610,Bylismy_glupi.html

wtorek, 29 kwietnia 2014

Memento Homo Mori et Resurrectionis

Jeżeli ktoś ma okazję być w Krakowie w okresie Świat Wielkanocnych, to może dowiedzieć się o tym mieście więcej  i poczuć ten szczególny klimat, który sprawia, że akurat  tutaj tak świetnie udają się różne jubileusze, dni pamięci, pogrzeby, etc. Jedną z przyczyn jest  pewnie to, że centrum tego prawie milionowego miasta jest dalej średniowieczny Rynek, z małymi uliczkami wokół Plant. Na tym stosunkowo niedużym obszarze znajduje się kilkadziesiąt kościołów, a w nich nasze narodowe skarby. Wielkopiątkowy obchód grobów pańskich w krakowskich kościołach  stwarza nam okazję do zobaczenia  "pereł w koronie".


Krypta w kościele Pijarów w Krakowie


Nasze "memento homo mori" zaczynamy zwykle od krypty u pijarów, związanych z młodymi artystami z krakowskiej ASP, z roku na rok jest tutaj coraz bardziej awangardowo. Potem do akademickiej św. Anny, gdzie radosny, biały barok Fontany  jest wymownym kontrapunktem do metafory śmierci. Pędzimy do kościoła  mariackiego z niezmiennie pięknym ołtarzem Wita Stwosza i gwiaździstą polichromią krakowskiej "wielkiej trójki":  Matejko, Wyspiański, Mehoffer, tutaj, żeby nie zakłócić doskonałej harmonii miejsca grób pański jest zawsze minimalistycznie stonowany.Biegniemy Grodzką do kontemplacyjnych, wyciszonych i przejmujących dominikanów, trwa droga krzyżowa, w nawach do strzelistych konfesjonałów gigantyczne kolejki.
W zaciemnionym "boksie" kaplicy przy prezbiterium na katafalku zarys ciała owiniętego białym materiałem, u góry monstrancja przykryta welonem, punktowe światło z góry i trzy świece. Przejmujące piękno prostej kompozycji.


Po drugie stronie czekają franciszkanie z witrażami Wyspiańskiego, stacjami drogi krzyżowej Mehoffera i w oprawie liturgicznej Arcybractwa Męki Pańskiej, istniejącego od ponad 400. lat stowarzyszenia świeckich, które miało kiedyś przywilej ułaskawiania w Wielki Piątek jednego skazańca. Bractwo szło od franciszkanów ulicą (Bracką!)do ratusza, aby wskazać ułaskawionego.







My kierujemy się Grodzką w dół w stronę Stradomia, do bernardynów. Tutaj podziwiamy monumentalną Golgotę nazywaną Panoramą Grobu Chrystusa, namalowaną dla lwowskich bernardynów w 1896 r. przez Tadeusza Sulimę-Popiela przy współpracy Jana Styki i Zygmunta Rozwadowskiego (tego od Panoramy Racławickiej). Panorama Grobu Pańskiego przedstawia moment śmierci Jezusa na krzyżu, z błyskawicami i kłębowiskiem postaci zbawionych i potępionych, uchwyconych w dramatycznych gestach rozpaczy, skruchy, przerażenia. A w dole pod malowidłem, bernardyni umieszczają zwykle, cichy, spokojny, ukwiecony grób Chrystusa, którego strzegą uśmiechnięci aniołowie.




Kościół Bernardynów w Krakowie


I tutaj właściwie moglibyśmy już zakończyć naszą wędrówkę, ale kusi nas jeszcze wyjście poza Planty, do żydowskiego Kazimierza, którego boki spinają dwa potężne, gotyckie kościoły, katolickie filary pośród  synagog. Kościoły św. Katarzyny i Bożego Ciała,  to miejsca niezwykłe,  działają na wyobraźnię tak, że czujemy się w nich jak bohaterowie gotyckich powieści grozy. Nastroju dodaje im  muzyka, często tutaj wykonywana, ze względu na świetną akustykę. Kończymy naszą  wielkopiątkową podróż przechodząc "żelaznym mostem" do Podgórza, gdzie na Rynku Podgórskim czeka na nas jeszcze efektownie oświetlony neogotycki kościół św. Józefa, niestety już zamknięty. Dalej - jak powiedziałby średniowieczny geograf -  już  tylko smoki...

Wielka Sobota w Katedrze na Wawelu. Zaczyna się na dziedzińcu od poświęcenia wody i ognia, kardynał wielki szaman w towarzystwie koncelebrantów odpędza kadzidłem złe moce. Główna nawą wchodzimy do wnętrza tej niezwykłej  królewskiej katedry, pełnej sarkofagów, mauzoleów, epitafiów, arrasów, wspomnień. Wszystko tutaj jest historią i dziełem sztuki jednocześnie.  Stoimy w bocznej nawie przy grobie Kazimierza Wielkiego i śpiewamy... Te Deum. Niezwykła procesja: kardynał w  ornacie koronacyjnym królów polskich, damy i kawalerowie maltańscy, bractwo kurkowe, księża, "Wesoły nam dziś dzień nastał", bije Dzwon Zygmunta, "Boże, coś Polskę" wsłuchujemy się w śpiewane słowa tej pięknej pieśni, czy ojczyznę mamy już wolną czy błagamy o wolność? Jesteśmy wolni...et Resurrectionis, Alleluja!

















poniedziałek, 17 marca 2014

Aksamitni Czesi


Jeżeli popatrzę na swoje czytelnicze preferencje, to okazuje się, że  to nie anglosaskie mainstreamy ale Czesi bywają częstymi sprawcami moich literackich zachwytów. Widać, lubię ten ich zupełnie "nie polski"  a jednak  słowiański sposób patrzenia na świat, ludzi, zdarzenia, historię. Bez patetycznych uniesień, buńczucznych póz, mesjańskich mąk. Czesi podchodzą do siebie spokojnie z dystansem, humorem, autoironicznie. I to jest w Hrabalu i Havlu. A jednocześnie pod powłoką tych stoickich cech jest ostre i gorzkie widzenie świata, bez złudzeń i hipokryzji. I jeszcze to ich spokojne pogodzenie się z nieuchronnością losu, kiedy uznają, że już nic więcej nie da się zrobić, które  z polskiej perspektywy dla niektórych wydają się być  konformizmem, "zgniłym kompromisem". 

Tym większym zaskoczeniem czytelniczym będzie pewnie Jan Pelc, czeski pisarz undergroundowy, którego pokoleniową powieść  "Będzie gorzej" wydano u nas  w tym roku. Jest to Czechosłowacja lat 80. opisana językiem mocnym, bez uładzonej sentymentem  frazy, bez kompromisów. Kto by pomyślał, że Czesi mają swoją Beat Generation, na miarę Kerouaca.

Dla mnie do dzisiaj najlepszym opisem tego, czym staje się człowiek w zetknięciu z "kolektywem trzymającym władzę" jest "Żart" Milana Kundery, powieść wydana w Polsce  po raz pierwszy już w 1967 r.! Później "Nieznośna lekkość bytu"  znowu genialnego Kundery,  z Praską Wiosną  68 r. w tle. Potem Hrabal, chętnie u nas kiedyś czytany, bo taki czeski, śmieszny i rubaszny. Pozory, bo to przenikliwie gorzki obraz czeskiej (i nie tylko) stagnacji lat 70. i 80., pisany ze wspaniałym hrabalowskim poczuciem humoru, które zmyliło nie jednego cenzora.

 W przeciwieństwie do Hrabala, taki Havel albo Kohout, jako liderzy opozycji nie byli w Polsce wydawani w oficjalnym obiegu. Ale można ich było zobaczyć w teatrze. Dwie świetne, beckettowskie jednoaktówki Havla "Audiencję" i "Protest" widziałam po raz pierwszy w początkach lat 80. w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Z programu teatralnego dowiedziałam się o "Sile bezsilnych", esejach Havla, które  okazały się po 1989 r. polityczną bazą intelektualną całej, nie tylko czeskiej opozycji.

Tak się złożyło (dlaczego?), że w Czechach demokratyczną opozycję tworzyli artyści/humaniści,  literaci. Mając za przywódcę taką postać jak Havel, Czesi sprawnie i pokojowo  przeprowadzili swoją "Aksamitną Rewolucję"  i wydostali się z "bloku sowieckiego" a potem równie "aksamitnie" rozstali się ze Słowacją.  Literat, człowiek teatru został prezydentem Czechów, najlepszym i najsympatyczniejszym, wspaniałym.

Dzisiaj w  polskich uczelniach zamyka się wydziały humanistyczne, ponieważ uważa się, że są  niepotrzebne, przynoszą straty, produkują bezrobotnych,  Jednocześnie zaś całej  rzeszy nowych technokratów i korporacjuszy wbija się do głowy bezrefleksyjną wiarę w potęgę rynku i indywidualny sukces . Nie oczekujmy więc  aksamitnych rewolucji, zostały tylko wrogie przejęcia.