poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Paris vaut bien une messe


Paryż w lipcu jest upalny, ciasny, przepełniony ludźmi. Powodem jest nie tylko środek letniego sezonu turystycznego, ale także (jak słyszymy od concierge'a) kryzys, który spowodował oszczędzanie Paryżan m.in. na wakacyjnych wyjazdach. W takich warunkach  turystyki masowej (tworzonej głównie przez "szeroko pojętych" obywateli Azji) wizerunek "hitowych" miejsc Paryża wydał nam się zbanalizowany jeszcze bardziej niż ten na pocztówkach.


 10 best places to see in Paris


Jeżeli to  tylko możliwe omijamy więc turystyczne atrakcje typu Tour Eiffel, Trocadero, Sacre Coeur, Champs-Élysées, etc. i tworzymy własne, autorskie trasy. Na przykład Grand Cimetieres de Paris:  Père-Lachaise, Montparnas, Montmartre, pomniki historii,  miejsca szczególne, pełne wspomnień o wielkich postaciach  kultury i historii, nie tylko francuskiej. Można się w nich uwolnić od upalnego, wielkomiejskiego zgiełku i zanurzyć w orzeźwiającej ciszy chłodnych kamieni oplecionych zielenią starych drzew. Na Père-Lachaise spotykamy Heloizę i Abelarda, Balzaca z Eweliną Hańską, Yves Montanda z Simogne Signoret, Edith Piaf i Théo Sarapo. Świeże kwiaty i trochę ludzi przy grobie Chopina, zdziwiła nas popularność Oscara Wilde'a, którego traktuje się tutaj nie tylko jako wielkiego pisarza, ale przede wszystkim prekursora rewolucji obyczajowej. Brukowane aleje mają swoje numery i nazwy, chodzimy  z planami w rękach, dziwiąc się,  że jeszcze tyle nam zostało do zobaczenia: plejada wielkich pisarzy, malarzy, muzyków, aktorów.



Cimetiere Père-Lachaise
brama główna


Cimetiere du Montparnasse przypomina nam o istnieniu  Becketta, Simone de Beauvoire i Sartre'a... Na grobie Baudlaire'a,  wielbiciele "Les Fleurs du mal" zostawiają różne "pamiątki", niekoniecznie adekwatne dla tego miejsca. Zdziwiło nas, że pochowana jest tutaj (w 2004 r.),  Susan Sontag, która kojarzy się nam nieodwołanie z Nowym Jorkiem.

Na Cimetiere de Montmartre wzruszamy się patriotycznie odnajdując  dawny grób Słowackiego,
z dumnym napisem "Pomnik odnowiony staraniem Komisyi Opieki Nad Grobami Polskimi
w Paryżu", przeciwieństwo pobliskiego, kompletnie zaniedbanego grobu Degasa, którego obrazy
 (i rzeźby) są tak oblegane w Musée d'Orsay, a tutaj ktoś litościwie ułożył z drobnych kamyczków inskrypcję z imieniem i nazwiskiem artysty, bo ten na kamiennej tombie kompletnie się już zatarł. Przypadkiem znalezione groby Stendhala i Zoli, przypominają nam o dawnych fascynacjach tymi wielkimi pisarzami i pytaniem czy ktoś ich jeszcze dzisiaj czyta?

Schodzimy ze wzgórza uroczymi  schodami ukrytymi w zieleni, podziwiając przepiękny widok na miasto. Docieramy do małej kafejki z tarasem w pelargoniach i zamawiamy "verre de biere", lekko naburmuszona pani mówi nam po polsku (ale szok!), że nie ma szklanek, przygląda się nam, odchodzi i po chwili przynosi nam butelkę piwa (Carlsberg) i szklanki, znowu nam się przygląda i odchodzi nic nie mówiąc. Może nie lubi Polaków.



Bibliotheque nationale de France
Site Francois Mitterrand


Po  atrakcjach cmentarnych postanawiamy doładować się jeszcze intelektualnie i dojeżdżamy najnowszą, bezzałogową, sterowaną całkowicie komputerami  linią metra nr 14 do Bibliotheque nationale de France nazywaną tutaj Site François-Mitterrand . Oddana do użytku w 1996 roku, zbudowana z inicjatywy prezydenta François Mitterranda (we Francji jest zwyczaj, że odchodzący prezydent, pozostawi po sobie trwały ślad w postaci instytucji użyteczności publicznej: kulturalnej, edukacyjnej, sportowej, etc.) jest kompleksem czterech wysokich (79 m) wież w kształcie otwartych ksiąg, z rozległym drewnianym tarasem z widokiem na mosty Sekwany i pięknie wkomponowanym zejściem na drugą stronę rzeki kładką (im. Simone de Beauvoire). Część nazywana The Reference Library jest otwarta również dla zwiedzających (bezpłatnie od lipca do końca sierpnia i po godz. 17.00 od środy do piątku) i można korzystać do woli z  czytelni tematycznych z fantastycznie wyposażonymi stanowiskami komputerowymi (oczywiście z bezpłatnym internetem).W bibliotecznym, niedrogim barze utwierdzamy się jeszcze bardziej w przekonaniu, że biblioteka/mediateka jest zawsze przyjaznym miejscem dla każdego.



Passerelle Simone de Beauvoire



Passerelle Simone de Beauvoire



Schodzimy kładką Simone de Beauvoire do Parc de Bercy, stworzonym jako całość z BnF. Pięknie zaprojektowany park, z kaskadami, oczkami wodnymi, arboretum, rzeźbami, romantycznymi ścieżkami. W parku znajduje się również Palais Omnisports de Paris-Bercy, zielony kopiec wielkiej hali sportowej, idealnie wkomponowanej w przestrzeń parkową, bez megalomani, zbędnych ozdobników, cudo architektury ekologicznej. Pełni wrażeń estetycznych,  natchnieni urodą nie znanych wcześniej miejsc, planujemy w następnym dniu Parc des Buttes Chaumont:
"Paris vaut bien une messe".



Parc de Bercy


Parc de Bercy



Parc de Bercy



Parc de Bercy



Palais Omnisports de Paris-Bercy

wtorek, 8 lipca 2014

ArtBoom. Nowa Huta - redefinicja






ArtBoom to coroczny festiwal sztuki współczesnej w przestrzeni miejskiej Krakowa. Z założenia inicjuje działania społeczne, prowokuje ważne pytania dotyczące zwłaszcza tych miejsc, w których sztuka festiwalowa jest w danym roku wystawiana.

ArtBoom pod hasłem "Nowa Huta - redefinicja" który odbywał się w Krakowie w czerwcu 2014 zbiegł się  z rocznicą 25. lecia wydarzeń czerwcowych 1989 r., które doprowadziły do upadku PRL.
Samo słowo redefinicja zawarte w tytule nowohuckiej edycji ArtBoomu zapowiadało polemiczną konfrontację ze stereotypem Nowej Huty, w założeniach socrealistycznego "miasta idealnego", miasta "szklanych domów" -  spełnionego snu Cezarega Baryki z "Przedwiośnia",  w rzeczywistości zaś miejsca na wiele lat odrzuconego przez społeczność, w której każdy jest  ze szlacheckiego dworku, z wierną służbą, wśród lip i malw malowanych.

Żeby było jeszcze ciekawiej,  tegoroczny ArtBoom zbiegł się w czasie z rocznicą 25. lecia wydarzeń czerwcowych, które doprowadziły do upadku PRL. Nowa Huta, która jest jednym z symboli czasów PRL, była jednocześnie miejscem gdzie powstała i działała krakowska opozycja demokratyczna, zgrupowana wokół robotników Huty im. Lenina, wtedy największego zakładu pracy w  Krakowie.
Wszystko to tworzyło znakomitą  przestrzeń do pokazania prac artystów zaangażowanych społecznie, z krytycznym spojrzeniem redefiniującym Nową Hutę w kontekście 25. lat wolnej Polski.


Najciekawiej zapowiadała się wystawa w dawnym kinie Światowid przerabianym od lat na muzeum PRL pod tyt. "Nowa Huta. Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku". Rewelacyjny był pomysł tej wystawy, w której wszystko miało symboliczne znaczenie: Nowa Huta - symbol socrealizmu, zrujnowane, niedziałające kino/muzeum - symbol bezwzglednej ręki rynku, fotografie  wydarzeń czerwca 1989 r.  - symbol  rodzącej się 3. RP - przed wejściem na wystawę.

W ciemnym wnętrzu zagrzybionego kina: wideoinstalacje, lightboxy, rupiecie,  eksponaty symboliczne  "kosztów społecznych" każdej rewolucji: wykluczenie/bieda/bezdomność, prekriat/bezrobocie, korporacjonizm/bezideowość, pułapki kredytowe, upadek przemysłu.

Niestety symbolika tej wystawy  nie zagrała bo zawiodła strona wystawiennicza: brak czytelnej koncepcji i warunków ekspozycyjnych:ciemno, głucho, brudno, wszechobecne wrażenie chaosu i przypadkowości, nawet jeżeli  "kuratorsko" zamierzone, to skutecznie uniemożliwiające zobaczenie, usłyszenie, nie mówiąc już o zrozumieniu tego co pokazano. Szkoda, bo pomysł i miejsce znakomite. Świetny był też katalog/przewodnik dołączony do wystawy, ale ze wzglęu na fatalne oświetlenie, nie można było go czytać przy oglądaniu wystawy.


fot. Michał Ramus



 Nie było tez efektu art ani boom ani  redefinicji na Placu Centralnym (im. Reagana) w Nowej Hucie z    miniaturowo-zielonym i sikającym pomnikiem Lenina, nie robił też wrażenia "starożytny" napis "Chwała ludziom Nowej Huty" naprzeciwko pomnika Solidarności (chociaż niektórzy widzowie podpowiadali artyście eksperyment z usunięciem litery "w" ze słowa chwała), ani powiewająca na wysokim maszcie biała flaga kapitulacji/remontu (sic!).



fot. Michał Ramus


Mimo wszystko coś  się jednak  zdarzyło w "martwo/sennej" nowohuckiej przestrzeni publicznej, i należą się słowa uznania dla ArtBoomu za odwagę podejmowania trudnych społecznie tematów w kontekście sztuki współczesnej, nawet jeżeli ich redefiniowalność nie jest do końca przemyślana.



 Grolsch ArtBoom Festival
Kraków, czerwiec 2014
www.artboomfestival.pl

 Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku
Miejsce: Muzeum PRL (w organizacji) – dawne kino Światowid w Nowej Hucie
6-30 czerwca 2014
kurator wystawy: Stanisław Ruksza
scenografia: Łukasz Błażejewski
Artyści i dokumentacje m.in. Jacek Adamas, Paweł Althamer, Henryk Dederko, Wojciech Doroszuk, Wojciech Duda, Adam Garnek, Frederik Gruyeart, Lars Holdhus, Rafał Jakubowicz, Grzegorz Klaman, Michał Korchowiec, Karolina Kucia, Marcin Maciejowski, Anna Molska, Tero Nauha, Franciszek Orłowski, Julia Popławska, Konrad Pustoła, Robert Rumas, Łukasz Surowiec, Andrzej Tobis, Jerzy Truszkowski, Łukasz Trzciński, Adam Witkowski, Anna Witkowska, Krzysztof Wodiczko, Joanna Wowrzeczka, Julita Wójcik, Piotr Wysocki. 




wtorek, 17 czerwca 2014

Ranking osobisty 25. lecia



Poddałam się zbiorowej tendencji zestawień/ocen/podsumowań  i idąc za stadnym głosem stworzyłam swój osobisty/subiektywny i ograniczony ("percepcją i zasięgiem")  ranking kulturalny 25. lecia 1989-2014.  Nie omawiam  w nim każdego  nazwiska z osobna, nie podaję tytułów  (wyjątek tyt. filmów), trendów, etc.  Wszyscy, których wymieniam, stworzyli w moim przekonaniu nową jakość w swoich dziedzinach, dodali nowe wątki do kultury polskiej a jednocześnie uniwersalny charakter ich twórczości wpisał ją do europejskiego obiegu kultury.  Mocno uogólniając przyznaję swój głos za: wyczucie czasu, ostrość widzenia, wrażliwość i brutalność, zaangażowanie i dystans, powagę i poczucie humoru.

Literatura: Ignacy Karpowicz, Dorota Masłowska,
wyróżnienie: Ryszard Krynicki (i Wyd. A5, za to, że zawsze można być wolnym)

Teatr: Krzysztof Warlikowski, Grzegorz Jarzyna, Maja Kleczewska, Ewelina Marciniak

Film:  "Imagine" Andrzeja Jakimowskiego, "Ida" Pawła Pawlikowskiego, "Ki" Leszka Dawida, "Bejbi Blues" Katarzyny Rosłaniec, "Kret" Rafała Lewandowskiego, "Wymyk" Grega Zglińskiego

Sztuki wizualne:  Marcin Maciejowski, Wilhelm Sasnal, Aleksandra Waliszewska, Aneta Grzeszykowska, Joanna Rajkowska, Agnieszka Polska, Artur Żmijewski, Paweł Althamer

Muzyka: Leszek Możdżer, Paweł Mykietyn, Rafał Blechacz

Instytucja kultury: Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie,
wyróżnienie: Gazeta Wyborcza (instytucja prymarna, warunek sine qua non polskiej demokracji, debaty publicznej, oczywiście nie tylko w kulturze)

Kultura online: Narodowy Instytut Audiowizualny i jego projekty: ninateka.pl,  Narodowe Centrum Kultury i jego projekty: Platforma Kultury (platformakultury.pl)blog Kultura się liczy! (kulturasieliczy.pl) Narodowa Galeria Sztuki Zachęta i jej projekt Otwarta Zachęta (otwartazacheta.pl), TVP Kultura,  za Halę odlotów i Tygodnik kulturalny

Wydarzenie kulturalne 25. lecia: Kongres Kultury Polskiej, Kraków 2009








piątek, 30 maja 2014

Montownia, Florida i 3 T


Mija akurat ćwierć wieku, kiedy to w czerwcu 1989 r.ogłoszono że w Polsce skończył się komunizm (Joanna Szczepkowska: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.)
W ciągu tych 25. lat Polska stała się innym krajem: nowocześniejszym, swobodniejszym, bezpieczniejszym, ładniejszym, etc. Porzuciliśmy socjalistyczną przeszłość, odcinając się od niej grubą kreską ale też tropiąc śledczym śladem IPN-u, tych, którym zdarzyło się mniej lub bardziej "odcisnąć kształt" tamtej epoki. Z gorliwością neofity przyjęliśmy neoliberalne  zasady ekonomii oparte na prywatyzacji, monetaryzmie, ograniczaniu wpływu państwa, zmniejszaniu wydatków budżetowych, etc.

Unijne fundusze pomagały nam się rozwijać, europejskie standardy prawne, budowały naszą demokrację, unijny paszport dawał możliwości swobodnego podróżowania, możliwości pracy w różnych krajach UE. Zajęci budowaniem/modernizacją/infrastrukturą, przegapiliśmy moment refleksji, że nie da się już zbudować "porządnego" państwa opartego wyłącznie na wolnorynkowych zasadach, że to, co nam wychodzi teraz, Europa tworzyła ponad 200 lat temu (można przeczytać w Balzacu lub Dickensie), że zachodni kapitalizm ewoluował, tworzyła się klasa średnia, my zaś w tym czasie wychodziliśmy z niewolnictwa chłopa pańszczyźnianego. Nasze zapóźnienia, nawyki mentalne/kulturowe ciągną się do dzisiaj i  pewnie łatwo się ich nie pozbędziemy. Polecam rozmowę z Andrzejem Lederem "Folwark polski".

Teraz wg statystyk bijemy rekordy pracowitości będąc jednocześnie  najtańszymi pracownikami w UE, co stanowi - czytam w gazecie - o naszej atrakcyjności. Ale jakoś nie czujemy się atrakcyjni, wyjeżdżamy albo popadamy we frustrację, bo przecież gdzieś mogą być jeszcze atrakcyjniejsi od nas (Lustereczko powiedz przecie, kto najatrakcyjniejszy na świecie...). Rośnie też liczba frustratów zwanych eurosceptykami: ci z Zachodu są eurosceptyczni bo uważają m.in., że w ich krajach jest za dużo sceptycznie nastawionych obywateli ze wschodnich krajów Unii, zaś nasi eurosceptycy są sceptyczni do całej UE jako takiej. Zachodzi więc obawa, że skutkiem ich eurosceptycznych działań będzie likwidacja UE, idei wspólnej Europy, funduszy spójnościowych, Erasmusa, otwartych granic. 

Marcin Król  w sławnym już wywiadzie "Byliśmy głupi" dla Gazety Wyborczej powiedział, że jesteśmy w przededniu "buntu mas" i konieczne są natychmiastowe przewartościowania neoliberalnych zasad, które nie gwarantują rozwoju społecznego. Dobrze działające, sprawiedliwe państwo nie może być zredukowane  do taniej montowni z nieopłacalną pracą dla większości, obszarem spekulacji korporacyjnego kapitału, biurokracji, nietrafionych cięć budżetowych, zaciskania pasa na najchudszych. Wizja "ciepłej wody w kranie" ani nawet perspektywa igrzysk olimpijskich w tych warunkach nie porywają i nie przekonują do rozwojowych celów.

 W książce "Narodziny klasy kreatywnej" Richard Florida zadaje  ważne pytanie  także z punktu widzenia  rozwoju takich krajów jak Polska: jak to się dzieje, że jedni intensywnie się rozwijają , a inni – mimo pozornie równie sprzyjających warunków – stoją w miejscu. Odpowiada, że w globalnym świecie bezwzględnej konkurencji liczą się tylko ci którzy mają pomysły/innowacje, są twórczy, nazywa ich klasą kreatywną. Aby mogła się rozwijać potrzebne są odpowiednie warunki, nazywa je 3 T.

Pierwsze "T" to technologia: kluczowy czynnik postępu gospodarczego, mierzony wydatkami na badania i rozwój, infrastrukturę i wykorzystanie IT , ilością patentów.
Drugie "T" to talent, określony jako kombinacja poziomu wykształcenia  i ilości pracowników zatrudnionych w takich dziedzinach jak: badania naukowe, technologie, medycyna, edukacja, kultura i sztuka.
Trzecie "T" to tolerancja, ponieważ nowe pomysły powstają najczęściej w miejscach, gdzie akceptuje się różne style poznawcze, otwarcie na mniejszości narodowe, emigrantów i na społeczność LGBT.

Nauka i kultura to wg Floridy  naturalne obszary dla klasy kreatywnej w każdym kraju. Problem w tym, że w Polsce nie ma powszechnego przekonania o konieczności inwestowania właśnie w te dziedziny. W potocznym myśleniu zarówno nauka jak i kultura stanowią zamknięte enklawy  i nie tworzą oczywistego kapitału społecznego, który przekłada się w prosty sposób na jakość  życia obywateli . Budujemy infrastrukturę, modernizujemy się - to zrozumiałe, mamy trochę do nadrobienia. Ale  powinniśmy widzieć też szerszą perspektywę/wizję naszego rozwoju, czyli to o czym mówi Florida i jego 3T. W przeciwnym razie pozostaniemy "tanią montownią",  a  od naszej  emigracyjnej "klasy kreatywnej" będziemy dostawać pocztówki From a better world with love.










Bibliografia

Richard Florida, Narodziny klasy kreatywnej, Narodowe Centrum Kultury,  Warszawa 2011
Seria: Kultura się Liczy

Folwark polski.  Z Andrzejem Lederem rozmawia Grzegorz Sroczyński
Gazeta Wyborcza, 11.04.2014
http://wyborcza.pl/magazyn/1,137770,15785648,Folwark_polski.html

Byliśmy głupi.  Z Marcinem Królem rozmawia Grzegorz Sroczyński.
Gazeta Wyborcza,  07.02.2014
http://wyborcza.pl/magazyn/1,136528,15414610,Bylismy_glupi.html

wtorek, 29 kwietnia 2014

Memento Homo Mori et Resurrectionis

Jeżeli ktoś ma okazję być w Krakowie w okresie Świat Wielkanocnych, to może dowiedzieć się o tym mieście więcej  i poczuć ten szczególny klimat, który sprawia, że akurat  tutaj tak świetnie udają się różne jubileusze, dni pamięci, pogrzeby, etc. Jedną z przyczyn jest  pewnie to, że centrum tego prawie milionowego miasta jest dalej średniowieczny Rynek, z małymi uliczkami wokół Plant. Na tym stosunkowo niedużym obszarze znajduje się kilkadziesiąt kościołów, a w nich nasze narodowe skarby. Wielkopiątkowy obchód grobów pańskich w krakowskich kościołach  stwarza nam okazję do zobaczenia  "pereł w koronie".


Krypta w kościele Pijarów w Krakowie


Nasze "memento homo mori" zaczynamy zwykle od krypty u pijarów, związanych z młodymi artystami z krakowskiej ASP, z roku na rok jest tutaj coraz bardziej awangardowo. Potem do akademickiej św. Anny, gdzie radosny, biały barok Fontany  jest wymownym kontrapunktem do metafory śmierci. Pędzimy do kościoła  mariackiego z niezmiennie pięknym ołtarzem Wita Stwosza i gwiaździstą polichromią krakowskiej "wielkiej trójki":  Matejko, Wyspiański, Mehoffer, tutaj, żeby nie zakłócić doskonałej harmonii miejsca grób pański jest zawsze minimalistycznie stonowany.Biegniemy Grodzką do kontemplacyjnych, wyciszonych i przejmujących dominikanów, trwa droga krzyżowa, w nawach do strzelistych konfesjonałów gigantyczne kolejki.
W zaciemnionym "boksie" kaplicy przy prezbiterium na katafalku zarys ciała owiniętego białym materiałem, u góry monstrancja przykryta welonem, punktowe światło z góry i trzy świece. Przejmujące piękno prostej kompozycji.


Po drugie stronie czekają franciszkanie z witrażami Wyspiańskiego, stacjami drogi krzyżowej Mehoffera i w oprawie liturgicznej Arcybractwa Męki Pańskiej, istniejącego od ponad 400. lat stowarzyszenia świeckich, które miało kiedyś przywilej ułaskawiania w Wielki Piątek jednego skazańca. Bractwo szło od franciszkanów ulicą (Bracką!)do ratusza, aby wskazać ułaskawionego.







My kierujemy się Grodzką w dół w stronę Stradomia, do bernardynów. Tutaj podziwiamy monumentalną Golgotę nazywaną Panoramą Grobu Chrystusa, namalowaną dla lwowskich bernardynów w 1896 r. przez Tadeusza Sulimę-Popiela przy współpracy Jana Styki i Zygmunta Rozwadowskiego (tego od Panoramy Racławickiej). Panorama Grobu Pańskiego przedstawia moment śmierci Jezusa na krzyżu, z błyskawicami i kłębowiskiem postaci zbawionych i potępionych, uchwyconych w dramatycznych gestach rozpaczy, skruchy, przerażenia. A w dole pod malowidłem, bernardyni umieszczają zwykle, cichy, spokojny, ukwiecony grób Chrystusa, którego strzegą uśmiechnięci aniołowie.




Kościół Bernardynów w Krakowie


I tutaj właściwie moglibyśmy już zakończyć naszą wędrówkę, ale kusi nas jeszcze wyjście poza Planty, do żydowskiego Kazimierza, którego boki spinają dwa potężne, gotyckie kościoły, katolickie filary pośród  synagog. Kościoły św. Katarzyny i Bożego Ciała,  to miejsca niezwykłe,  działają na wyobraźnię tak, że czujemy się w nich jak bohaterowie gotyckich powieści grozy. Nastroju dodaje im  muzyka, często tutaj wykonywana, ze względu na świetną akustykę. Kończymy naszą  wielkopiątkową podróż przechodząc "żelaznym mostem" do Podgórza, gdzie na Rynku Podgórskim czeka na nas jeszcze efektownie oświetlony neogotycki kościół św. Józefa, niestety już zamknięty. Dalej - jak powiedziałby średniowieczny geograf -  już  tylko smoki...

Wielka Sobota w Katedrze na Wawelu. Zaczyna się na dziedzińcu od poświęcenia wody i ognia, kardynał wielki szaman w towarzystwie koncelebrantów odpędza kadzidłem złe moce. Główna nawą wchodzimy do wnętrza tej niezwykłej  królewskiej katedry, pełnej sarkofagów, mauzoleów, epitafiów, arrasów, wspomnień. Wszystko tutaj jest historią i dziełem sztuki jednocześnie.  Stoimy w bocznej nawie przy grobie Kazimierza Wielkiego i śpiewamy... Te Deum. Niezwykła procesja: kardynał w  ornacie koronacyjnym królów polskich, damy i kawalerowie maltańscy, bractwo kurkowe, księża, "Wesoły nam dziś dzień nastał", bije Dzwon Zygmunta, "Boże, coś Polskę" wsłuchujemy się w śpiewane słowa tej pięknej pieśni, czy ojczyznę mamy już wolną czy błagamy o wolność? Jesteśmy wolni...et Resurrectionis, Alleluja!

















poniedziałek, 17 marca 2014

Aksamitni Czesi


Jeżeli popatrzę na swoje czytelnicze preferencje, to okazuje się, że  to nie anglosaskie mainstreamy ale Czesi bywają częstymi sprawcami moich literackich zachwytów. Widać, lubię ten ich zupełnie "nie polski"  a jednak  słowiański sposób patrzenia na świat, ludzi, zdarzenia, historię. Bez patetycznych uniesień, buńczucznych póz, mesjańskich mąk. Czesi podchodzą do siebie spokojnie z dystansem, humorem, autoironicznie. I to jest w Hrabalu i Havlu. A jednocześnie pod powłoką tych stoickich cech jest ostre i gorzkie widzenie świata, bez złudzeń i hipokryzji. I jeszcze to ich spokojne pogodzenie się z nieuchronnością losu, kiedy uznają, że już nic więcej nie da się zrobić, które  z polskiej perspektywy dla niektórych wydają się być  konformizmem, "zgniłym kompromisem". 

Tym większym zaskoczeniem czytelniczym będzie pewnie Jan Pelc, czeski pisarz undergroundowy, którego pokoleniową powieść  "Będzie gorzej" wydano u nas  w tym roku. Jest to Czechosłowacja lat 80. opisana językiem mocnym, bez uładzonej sentymentem  frazy, bez kompromisów. Kto by pomyślał, że Czesi mają swoją Beat Generation, na miarę Kerouaca.

Dla mnie do dzisiaj najlepszym opisem tego, czym staje się człowiek w zetknięciu z "kolektywem trzymającym władzę" jest "Żart" Milana Kundery, powieść wydana w Polsce  po raz pierwszy już w 1967 r.! Później "Nieznośna lekkość bytu"  znowu genialnego Kundery,  z Praską Wiosną  68 r. w tle. Potem Hrabal, chętnie u nas kiedyś czytany, bo taki czeski, śmieszny i rubaszny. Pozory, bo to przenikliwie gorzki obraz czeskiej (i nie tylko) stagnacji lat 70. i 80., pisany ze wspaniałym hrabalowskim poczuciem humoru, które zmyliło nie jednego cenzora.

 W przeciwieństwie do Hrabala, taki Havel albo Kohout, jako liderzy opozycji nie byli w Polsce wydawani w oficjalnym obiegu. Ale można ich było zobaczyć w teatrze. Dwie świetne, beckettowskie jednoaktówki Havla "Audiencję" i "Protest" widziałam po raz pierwszy w początkach lat 80. w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Z programu teatralnego dowiedziałam się o "Sile bezsilnych", esejach Havla, które  okazały się po 1989 r. polityczną bazą intelektualną całej, nie tylko czeskiej opozycji.

Tak się złożyło (dlaczego?), że w Czechach demokratyczną opozycję tworzyli artyści/humaniści,  literaci. Mając za przywódcę taką postać jak Havel, Czesi sprawnie i pokojowo  przeprowadzili swoją "Aksamitną Rewolucję"  i wydostali się z "bloku sowieckiego" a potem równie "aksamitnie" rozstali się ze Słowacją.  Literat, człowiek teatru został prezydentem Czechów, najlepszym i najsympatyczniejszym, wspaniałym.

Dzisiaj w  polskich uczelniach zamyka się wydziały humanistyczne, ponieważ uważa się, że są  niepotrzebne, przynoszą straty, produkują bezrobotnych,  Jednocześnie zaś całej  rzeszy nowych technokratów i korporacjuszy wbija się do głowy bezrefleksyjną wiarę w potęgę rynku i indywidualny sukces . Nie oczekujmy więc  aksamitnych rewolucji, zostały tylko wrogie przejęcia.




środa, 5 marca 2014

Huta Bilbao



Muzeum Guggenheima w Bilbao
Mówi Pan, że w Bilbao jest taki dziwaczny budynek ze sztuką, który całe miasto odmienił, i że przyjeżdżąją tam w milionach ludzie ze świata,  żeby pooglądać. Nasza Huta, Panie,  to nie budynek ale pomnik historii.  U nas turyści communism tour  trabantem robią (only 129 zł per person or communism deluxe option 169 zł per person). Że nie ma miejsc gdzie chciałoby się  pójść  lub  przysiąść, nie ma skwerów, ławek?  Trzeba chodzić, ruszać się ,  jak Rolling Stones : "kamienie toczące się nie obrastają mchem".
 


Nowa Huta Przyszłości
Nie ma przestrzeni publicznej:  kawiarń, barów, klubów mediateki,  usług? Bo to jest takie miejsce, gdzie z oszczędności każdy usługi ma w swoim domu: matka, żona, ciotka, teściowa zapewniają full service albo sąsiadki pomogą. O życiu rodzinnym i sąsiedzkim Huty, to Anglicy doktoraty pisali.  Z Newcastle. Teraz trochę się zmieniło i panie  nie są  już tak chętne do pomocy. Wszystko przez gender,  które nawet do naszej Huty wlazło, ksiądz ostrzegał. Takie czasy.






Nowa Huta Przyszłości
Plac Centralny
Ja,  proszę Pana popieram kulturę i sztukę. Nawet taki Putin podczas olimpiady chwalił się nie Gazpromem i  Rosnieftem,  tylko Tołstojem i Dostojewskim. Jak chcę z wysoką kulturą pobyć to wsiadam w tramwaj i jadę do Krakowa. Ale rzadko, bo tramwaje zapchane i wysoko podłogowe, wspinać się trzeba po drabinie, żeby wsiąść, a ja już stary jestem. Poza tym, zanim wyruszę w drogę muszę sprawdzić stan zanieczyszczenia powietrza, bo jeżeli normy są przekroczone ponad 80. krotnie,  to lekarz zabronił mi wychodzenia z domu. Potem wracam na Plac Centralny im. Reagana, idealna symetria, spokój, cisza, banki i apteki dookoła. Pochodzę  sobie szeroką ulicą im. Rydza-Śmigłego, to był taki sanacyjny generał, który robotników, takich jak ja, do więzienia wsadzał. 



Nowa Huta Przyszłości
Błonia 2.0
Mówi Pan, że w Bilbao jest metro, bo to duże miasto, 350 tys. ludzi? To tyle co Huta, ale to jest tylko dzielnica w milionowym mieście. Zresztą jak Pan wie, jesteśmy takim krajem, który ma tylko jedną linię metra. Kiedy wy budowaliście swoje metro w Londynie, my akurat mieliśmy Powstanie Styczniowe.  Taka historia. Kiedyś może w końcu nawet tutaj  je zbudujemy i będę nim jeździł  na Błonia 2.0   do Nowego Miasta Przyszłości, na "wschodnich rubieżach", za spalarnią  i kombinatem metalurgicznym. Obawiam się tylko, że przed tą wyprawą, oprócz stanu zanieczyszczenia powietrza trzeba będzie sprawdzać jeszcze  poziom metali  w glebie i wodzie. Ale myślę, że pobliska AGH poprowadzi  monitoring i ostrzeże przed zagrożeniami. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co teraz też mogę sporty uprawiać.  Nawet klub rugby tutaj mamy. To taka angielska gra w jajo. A jajo, jak Pan wie, to symbol życia w kształcie idealnym.