W "Posłańcu" stworzył Pinter dwa wątki czasowe (ten sam zabieg powtórzył w późniejszej "Kochanicy Francuza"), dzięki czemu pozornie nieistotne zdarzenie "wieku młodzieńczego" nabrało cech dramatyzmu i miało swoje konsekwencje przez całe życie tytułowego posłańca. Przypuszczam, że ulegamy magii tego filmu ponieważ każdy ma w swoim życiu przynajmniej jedno zdarzenie, niby dawno zapomniane i nieistotne, a jednak w jakiś sposób decydujące. Każdy z nas był też kiedyś nieświadomą, wtłoczoną w poczucie winy i "robioną w konia" postacią dramatu, którego zrozumienie było bolesne i zajęło sporo czasu . Nieprzemijający urok tego filmu polega też na tym , że z upływem czasu, dostrzegamy w nim co raz więcej ukrytych znaczeń i za każdym razem, oglądając go, gdzie indziej widzimy sedno dramatu. W "Posłańcu" pozornie letnim i niespiesznym, ulegamy intensywnym emocjom, bo wszystkie postacie w tym filmie są ważne i tworzą precyzyjną całość, jak w muzyce Bacha, do której nawiązują w tym filmie kompozycje Michela Legranda.
Losey miał swoich ulubionych aktorów, którzy w tamtym czasie, przełomie lat 60. i 70. byli już znakomici/kultowi i takimi pozostali do dzisiaj.
Nawet po latach ogląda się ich wspaniale: Julie Christie, Alan Bates (w "Posłańcu" i "Z dala od zgiełku"), Dirk Bogarde w "Służącym", Alain Delon w "Panu Klein"... Jest w "Posłańcu" kilka zniewalających scen i zdań ("Nothing is ever a lady's fault"), kilka uniesień za sprawą muzyki Michela Legranda i urody krajobrazu, jak z Moneta.
Pole maków” (Coquelicots) olej 1873, Claude Monet, Muzeum d’Orsey |
Posłaniec (1971)
reż. Joseph Losey
scenariusz: Harald Pinter wg powieści L.P. Hartleya
muzyka: Michel Legrand
zdjęcia: Gerry Fisher
w rolach głównych : Julie Christie, Alan Bates, Michel Redgrave, Edward Fox, Dominic Guard
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz